Archiwa blogu

Krótka refleksja nad dronami.

pop up bee-robotSłużą do patrolowania niespokojnych obszarów, w rolnictwie, geologii, mediach, służbach ratowniczych. Wyręczają człowieka gdy potrzeba poruszać się po niedostępnych lub niebezpiecznych terenach. Mogą pomagać w łapaniu łamiących przepisy ruchu drogowego. Są zdolne do zbierania tak ogromnej ilości danych, że potrzeba je filtrować by co najwyżej zasugerować nadzorującemu je człowiekowi, potencjalnie interesujący go materiał. W efekcie, przez kamery, w które są wyposażone, nagrywane są przypadkowe osoby. Niewielkie rozmiary niektórych z nich umożliwiają bezgłośne i niezauważalne dotarcie do niemal każdej lokacji, a dodatkowe zaopatrzenie w Wi-Fi, na przesyłanie zgromadzonych danych wizualnych, dźwiękowych, zapachowych oraz innych. Sprawia to, że bez trudu mogą stać się wszechobecne.

Podana specyfikacja dronów, o których mowa, czyli zdalnie sterowanych obiektów latających, czyni je pierwszorzędnymi narzędziami do szeroko pojętych działań wywiadowczych. Za ich zaletę uważa się również pomoc przy działaniach wojennych. Zwłaszcza jeśli idzie o tzw. Unmanned Aerial Vehicles [UAV], w opinii ekspertów, będą one stanowiły niebagatelną przewagę podczas konfliktów zbrojnych.  UAV ma być wyposażony m. in. w odpowiedni moduł do rozpoznawania twarzy, dzięki któremu będzie zdolny do identyfikacji wrogiej jednostki. W tym miejscu wypada zadać pytanie, co to właściwie znaczy „wroga jednostka”? Jak dokonać tego, by dron mógł odróżnić walczących od poddających się?

Środowiska sprzymierzeńcze utrzymują również, że możliwym jest uposażenie latającego robota w odpowiednie oprogramowanie, które byłoby odpowiednikiem zasad moralnego postępowania czy etycznych, takich samych jakimi posługują się ludzie, lecz w formie algorytmów. Stanowi to odpowiedź na zawołania zamieszone w traktacie „Unmanned Aircraft Systems Flight Plan 2009-2047”. Czy jednak algorytm jest w stanie uchwycić pewne subtelne lub sporne kwestie nad którymi nie jeden zespół etyków i filozofów łamie sobie głowy? Poza tym, opisywany system do kwestii etycznych będzie jeden dla wszystkich dronów w danej nacji. Oznacza to kontekstualizację, o ile nie relatywizację zasad etycznych, zachowań ludzkich i wielu innych reguł, którymi posługują się cywile na co dzień oraz żołnierze na wojnie. Dodatkowo, chociaż nie jest on zazwyczaj uznawany za preferowane podejście, sytuacjonizm może odegrać nietrywialną rolę jeśli rozważać konkretne, a co ważniejsze, bezprecedensowe, sytuacje z którymi będzie się musiał zmierzyć dron.

Docelowo w swoim sposobie działania, drony mają zostać całkowicie autonomicznymi jednostkami namierzającymi, identyfikującymi oraz annihilującymi cele. Specjaliści wspominają tu o pomocy UAV przy neutralizacji podejrzanych np. o działalność terrorystyczną. Po pierwsze, pojawia się trudność zdefiniowania tego kto to jest i jak go określić, a więc podstawowy problem znaczenia. Po drugie, w omawianym przypadku niemożliwym staje się upewnienie się, że namierzona jednostka faktycznie jest winna czy też może podejrzenia wobec niej są chybione. Oprogramowanie dronów, którym będą rozsądzały kogo zabić a kogo nie u swojej podstawy będzie się sprowadzało do 0 i 1. Czy i jeśli tak, to w  jakim stopniu cyfry te korelują ze światem rzeczywistym? Ponadto, software będzie odzwierciedleniem poglądów i przekonań jego twórców. A zatem, zachodzi obawa, że nie będzie uwzględniał różnic międzykulturowych co może doprowadzić do negatywnych skutków. Co więcej, zabijanie ludzi przez roboty latające budzi niepokój o antyseptyczność wojny. Czy aby wprowadzenie obiektów takich jak roboty nie zdejmie odpowiedzialności z człowieka wydającego komendę „kill and destroy”? Co w przypadku gdyby zaawansowanie robotów doprowadziło do momentu, w którym nadany im zostanie status osoby? Czy będą wówczas podlegały prawu i sądom? Z powyższym wiąże się także niebezpieczeństwo deprecjacji wartości życia; decyzja o wydaniu polecenia charakteryzuje się dystansem fizycznym i odseparowaniem emocjonalnym.

Do opisywanych aspektów można dodać również potencjalne problemy przejęcia dronów przez wroga i zainfekowanie systemu.

Slyszy się wiele o kolejnych postępach w zakresie dronów wojennych. Znacząco mniej, jednak, słychać głosy krytycznej uwagi. Chcemy więcej i szybciej, ale takie podejście może doprowadzić do zbyt wczesnego wykorzystania czegoś, do czego nie jesteśmy sami wewnętrznie przygotowani ani nie wiemy jak do końca się z tym obchodzić. Konkludując, proponuję zmienić tok myślenia; zamiast inwestować w drony wojenne warto by rozwinąć alternatywne, mniej drastyczne metody rozwiązywania konfliktów.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.