Archiwa blogu

Przełomowa filozofia umysłu do roku 2045? Projekt Avatar.

science-and-religion-transhumanism-will-merge-man-with-machine-e1344655873687

W swojej powieści „Perfekcyjna niedoskonałość”, J. Dukaj opisuje świat, w którym codziennością są transfery całego osobowego „ja” i świadomości ze śmiertelnego ciała na cyfrowy [nieśmiertelny] nośnik. Nieśmiertelność rozumiana jest tutaj w tym sensie, że wraz ze zużyciem materiałowym nośnika żadnej trudności nie stanowi przekopiowanie „ja” ze starego na nowy, nie rzadko technologicznie lepszy. Praktyka ta pozwala ludziom na nieśmiertelność. Nośnik,  zawierający świadomość, całą nabytą wiedzę, doświadczenie jak i osobowość, umieszczany jest w androidalnym robocie, odwzorowanym na ciele danej osoby.

Wyjątkowo zbliżona idea przyświeca interdyscyplinarnemu projektowi Avatar. W skrócie, całokształt przedsięwzięcia dzieli się na 4 etapy: etap 1, [Avatar A] zakładający stworzenie kopii ciała ludzkiego w postaci robota sterowanego za pomocą BCI [brain computer interface]; etap 2 [Avatar B, Brain B] to działania związane z tworzeniem systemów wspomagających najważniejsze funkcje mózgu oraz jego efektywnym przeszczepianiem do robota; etap 3 [Avatar C, Rebrain] na którym możliwe stanie się przenoszenie ludzkiej osobowości i świadomości poprzez cyfrowe nośniki do sztucznego mózgu w robocie; etap 4 [Avatar D] i ostatni, to plan stworzenia nano-robotów mogących przybierać dowolne kształty. To także avatary-hologramy z przeniesioną ludzką osobowością, nabytym w ciągu życia doświadczeniem, wiedzą, itd.

Kolejny problem, który można by nazwać odwiecznym, to kwestia komunikacji. Tutaj, komunikacji nie tylko człowiek-człowiek czy człowiek-maszyna jako urządzenie zewnętrzne, ale co ciekawsze, jako urządzenie wewnętrzne przy interfejsie człowiek-mózg. Założenia projektu wydają się tym samym sugerować obejście jednego z zagadnień filozofii umysłu i języka, a konkretnie zgłębienia tego co nadawca ma na myśli gdy przekazuje informacje odbiorcy. Nastąpił jego przeskok, pominięcie a punkt ciężkości w projekcie Avatar został postawiony o wiele dalej, tj., na linii człowiek-maszyna. Interesujące w tym kontekście wydaje się również rozpatrywanie człowieka i mózgu jako dwóch odrębnych od siebie elementów. To już nawet nie kartezjański dualizm gdzie mamy do czynienia z dychotomią materialne-niematerialne, ale dychotomią, wydaje się, stricte materialną.

Można zadać sobie także pytanie o powodzenie zadania. Ma ono wielce globalny charakter co może umniejszać jego potencjalnemu sukcesowi. Zwłaszcza, że tendencja do lokalizmu to podejście preferowane o ile nie rekomendowane przy uprawianiu nauki współcześnie [por: projekty małych obiektów robotowych jak np. insekty zamiast całych złożonych systemów jak np. człowiek i projekt Cog].

Zastanawia także filozofia jakiej zamierzają użyć zaangażowani w projekt naukowcy. Innymi słowy, z ich manifestu  można wnioskować, że w planach znajduje się także stworzenie całkiem nowej koncepcji filozoficznej dotyczącej aktualnie zgłębianych problemów przez chociażby filozofię umysłu i kognitywistykę. Wątpliwością napawa końcowy termin prac wyznaczony na rok 2045. Na ile uprawnione jest sądzenie, że dysponując najnowszymi technologiami,  do których nie mieli dostępu starożytni myśliciele, uda się rozwikłać problemy które zauważyli już oni?

Konsekwencją bodaj najważniejszą może być zredukowanie człowieka do cyfrowego nośnika. Jak wynika z planów grupy jest to cel celów podjętych działań ku nieśmiertelności. Czy aby uda się odwzorować całe jestestwo ludzkie za pomocą takiego środka? Czy podejście redukcjonistyczne jest w takim razie kluczem do stworzenia sztucznej inteligencji?

Niezmierną ciekawość budzą potencjalne efekty działań grupy badawczej oraz filozoficzne konsekwencje z nich wypływające. Zdrowy rozsądek podpowiada, że ogromnie trudno będzie zrealizować cele jakie postawili sobie badacze w tym projekcie. Niemniej, sytuacja w której udaje się uzyskać nieoczekiwane czy wręcz niezamierzone rezultaty przy podobnie ambitnych planach badań tak szeroko zakrojonych ma miejsce już nie tak rzadko by była nieprawdopodobna.

Problem qualiów rozwiązany?

Jeszcze do niedawna tekstowa komunikacja przez internet odbywała się bez użycia języka niewerbalnego. Podczas rozmowy face-to-face aż 87% informacji przekazywqualiaanych jest kanałem niewerbalnym, tj. dzięki użyciu szeroko pojętego języka ciała, gestykulacji czy też mimiki. To oczywiście tylko niektóre z jej elementów. Wymienione czynniki pozwalają na nadanie komunikatowi wydzwięku emocjonalnego, a co za tym idzie, gwarantuje on udany przekaz i jego interpretację. To właśnie przez te niedosłowne, często podświadomie odbierane sygnały odbiorca może efektywnie rekonstruować przekaz nadawcy.

Międzynarodowy projekt Cyberemotions [http://www.cyberemotions.eu/] jest, wydaje się, pierwszą (a na pewno jedną z nielicznych) próbą by zmienić status quo. Naukowcy z różnych dziedzin takich jak np. informatyka czy psychologia stworzyli program, który pozwala na wykrywanie i rozpoznawanie emocji online. Wysiłek ten, jakkolwiek ambitny, nie jest całkowicie wolny od uchybień. Można sobie bowiem zadać kardynalne pytanie po co nam taki program jeśli już posiadamy inne, alternatywne środki przekazu zabarwienia emocjonalnego wiadomości jakimi są chociażby emotikony czy tzw. kreatywne użycie klawiatury [nowatorskie zastosowanie znaków interpunkcyjnych, itp.]. Kolejnym wątpliwym aspektem jest kwestia ironii czy też codziennej niedosłowności przekazu, o użyciu przenośnym nie wspominając. Program Cyberemotions [dotowany przez Unię Europejską] ma, m. in., za zadanie przeszukiwać sieć pod kątem negatywnych uwag i opinii na temat wymienionego subsydariusza. Jednakże, działanie o takim charakterze może mieć cel dość odbiegający od oficjalnego, tj. naruszenie i powolne unicestwienie egalitaryzmu [tj. głównej maksymy internetowej] oraz wolności słowa.  Ponadto, twórcy wydają się nie zauważać (czy też może celowo ignorują) 40 lat, które poświęcono na tworzenie sztucznych systemów dialogowych (tzw. chatbot’ów). Współcześnie tylko niewielka grupa badaczy nadal zajmuje się tym zagadnieniem. Powodem było wiele nieudanych prób na przestrzeni prawie półwiecza, które wykazywały, że realizacją silnej AI miałaby zakończyć się sukcesem. Cyberemotions to software bazujący na korpusie tekstowym; u podstaw jego działania leży więc jego analiza par excellance.

CYBEREMOTIONS is a research domain that studies observable and analyzable phenomena related to any means of communication provided by the Internet – such as text, sound, visual (…) [moje podkreślenie]

A particular emphasis lies on the automatic analysis of online messages using methodologies such as sentiment analysis to provide access to emotional cues in large samples. [http://www.cyberemotions.eu/index.html]

Do powyższych uwag można dołączyć te tyczące się limitacji samych maszyn czy języków programowania używanych do emulacji emocji. Tylko dlatego, że dysponujemy najszybszymi, być może już niedługo kwantowymi komputerami, nie oznacza, że są one właściwym medium do symulacji czegoś tak nieuchwytnego i złożonego jak emocje. Dlaczego mielibyśmy sądzić, że akurat teraz i akurat na komputerach powiedzie się to przedsięwzięcie? Czy to aby nie ukryty, choć dawno obalony i skrytykowany funkcjonalizm i redukcjonizm?

Na uwagę zasługuje również określnik użyty przez twórców na stronie. W przytoczonym cytacie chodzi o przymiotnik collective:

The project focuses on the role of collective emotions in creating, forming and breaking-up e-communities. [http://www.cyberemotions.eu/index.html][moje podkreślenie]

Pochodzący z angielskiego, leksem collective można tłumaczyć jako zbiorowy czy też „kolektywny”. Oznaczałoby to, że w kontekście badań nad cyberemocjami coś tak indywidualnego i niepowtarzalnego jak egzemplifikacja emocji zostało zgeneralizowane i tym samym pozbawione swojej niepowtarzalności. Niemniej jednak, czy emocje można rozpatrywać w sposób zunifikowany i zgeneralizowany? Dla projektu jako całości, podobny błąd metodologiczny, który zostaje popełniony na etapie preliminariów może w znacznym stopniu zaważyć na wiarygodności rezultatów. Co więcej, należy zachować dystans również co do efektu końcowego, który może przedstawiać pewnego rodzaju hybrydę danej emocji niż jej wiarygodną reprezentację.

Powyższe uwagi stanowią rozpoczęcie do dyskusji nad projektem jak i samego zagadnienia zdigitalizowanych emocji; już pobieżna lektura zagadnienia dostarcza materiału na znacznie dokładniejszą analizę. Tym bardziej zasługuje ono na bliższą uwagę. Na nieszczęście wykonawców historia nauki pokazuje, że nawet najbardziej śmiały i dobrze rokujący projekt gdy pozbawiony konstruktywnej refleksji krytycznej może utknąć w martwym punkcie póki jakiś filozof nie skłoni się by go z powrotem skierować na obiecujące tory dzięki celnym uwagom krytycznym.